Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Demokracja i co dalej?

poniedziałek, 29 czerwca 2009 9:11
W demokracji każdy może pleść co mu się podoba praktycznie bez obawy, że włos mu z głowy spadnie. Chyba że wypowiada się na temat aktualnie panującej kasty, co w naszym kraju oznacza michinikowszczyznę (termin wymyślony przez Rafała Ziemkiewicza, ale powinien się przyjąć). Wtedy może być raczej pewien, że sędzia zapomni o tym, że Temida ma zasłonięte oczy i wyda werdykt jedynie słuszny.

Właściwie ta demokracja jest strasznie nudna. Przewidywalna jak coponiedziałkowe felietony Magdaleny Środy w Wirtualnej Polsce. Można być pewnym, że jeśli w poprzedzającym tygodniu pojawi się temat typu "wartości chrześcijańskie", to Środa go w poniedziałek obślini swoim postępowym śluzem i wypluje w postaci zbioru frazesów o tym, jaki to katolicyzm opresyjny i totalitarny. Uderzający jest ten bezruch życia umysłowego demokracji. Jej uczestnicy poruszają się w wyślizganych koleinach i ani im w głowie wyjeżdżać poza nie. Nie warto, nie opłaca się. Można dostać po premii od redaktora albo przestać być drukowanym na opłacalnych łamach.

Demokracja jest teatrem, w którym prawdziwe myśli i emocje zostały zastąpione jakimiś maskami i rytualnymi gestami. Prawdziwe myśli i emocje zamieszkują obszar, którego obecny system jeszcze nie zawłaszczył, choć próbuje - w domach, w lokalnych wspólnotach, parafiach. Co zdumiewające, ten teatrzyk może liczyć na stałą wierną widownię składającą się ze słabo na ogół wykształconych (mam na myśli wiedzę ogólną, kiedyś to się nazywało ogładą) młodych ludzi. Strzegą wiernie dogmatów demokracji, takch jak ten, że Michnik zawsze ma rację, albo że Geremek wielkim człowiekiem
był. Przyglądam się ich komentarzom pod moimi wpisami i zastanawiam się, kiedy zagubili zdolność samodzielnego myślenia. Może wtedy kiedy uznali, że myślenie w demokracji jest bardzo ryzykowne?

Oczywiste jest, że demokracja w kształcie, jaki mamy teraz, nie będzie trwała wiecznie, że zmurszeje i ostatecznie zawali się pod ciężarem swojej niewydolnej biurokracji. Nie wiadomo co nastąpi po niej. Może jakaś jeszcze fatalniejsza forma demokracji, która chwyci nas wszystkich za twarz?

komentarze (16) | dodaj komentarz

Hagiografia III RP

środa, 17 czerwca 2009 13:26



Tytuł książki brzmi "Nasza historia. 20latRp.pl" i bardzo celnie oddaje to, co chcieli mi powiedzieć panowie Bereś i Burnetko. Otóż jest to historia pisana na łamach "Gazety Wyborczej", "Tygodnika Powszechnego", "Polityki", tudzież na antenach TVN, Radia Zet i TOK FM. Ta historia ma jednak ten mankament, że nie wydarzyła się naprawdę. To znaczy ona została gdzieś zaprojektowana (chyba w Magdalence, ale tego nie jestem pewien), jakoś zrealizowano ten projekt, to znaczy udało się stworzyć byt o umownej choć mylącej nazwie "III RP" i wreszcie - umieszczono tę historię w oficjalnych podręcznikach. Ale to nie jest historia Polaków. To jest historia, którą im zaserwowano. Oni nie byli podmiotem tej historii, oni byli jej widzami, słuchaczami, rzadziej czytelnikami.

Książka Beresia i Burnetki opisuje historię elit. Wszystkim, którzy się za nie uważają i do nich aspirują z pewnością spodoba się rozdział zatytułowany „Rok 2007: przeciwko IV RP", do którego dołączona jest sylwetka Adama Michnika. Duch Adama unosi się nad tą hagiografią III RP. Nie chciałbym, żeby słowo „hagiografia" zabrzmiało ironicznie. Każde państwo, III RP też, potrzebuje swoich dziejopisów, swoich świeckich świętych, ponieważ chce umocnić się w świadomości społecznej. Nie wróżę tutaj III RP sukcesu z powodów wyżej opisanych.


Polska dzisiejsza nie jest w pełni krajem dla Polaków, a często jest przeciwko Polakom. Nie chodzi mi tylko o codzienną udrękę obywatela z rzeszą tępawych funkcjonariuszy tego państwa i masą głupich przepisów. Chodzi o zwykłe poczucie, że jestem tu u siebie, że to państwo jest po mojej stronie, że w razie potrzeby stanie w mojej obronie, tak samo jak ja jestem gotów stanąć w obronie mojego państwa. Zamiast takiego, koniecznego dla istnienia państwa, wzajemnego zaufania Polak codziennie widzi twarze, a raczej gęby, które mówią mu jaki ma być i co ma myśleć. Zabawne przy tym, że w role autorytetów równie ochoczo wcielają się profesorowie typu Bartoszewski, jak i celebryci w rodzaju Marcina Mellera, redaktora kolorowego pisemka dla panów. Meller z przejęciem mówi o tym, „że dzień klęski PiS wrył mu się w pamięć równie dobrze, jak chwila, kiedy latem 1989 roku uwierzył w zwycięstwo „Solidarności" nad komunistami" - i doskonale wpisuje się w projekt tej osobliwej hagiografii.


W gruncie rzeczy książka Beresia i Burnetki jest pożyteczna. Pokazuje jak ułomnym, słabowitym i skłamanym tworem jest III RP, państwo ufundowane na towarzyskich sympatiach i antypatiach pewnej wąskiej grupy ludzi. Pewnie autorzy nie zdają sobie z tego sprawy, ale walnie przyczynili się do kompromitacji tego projektu politycznego.


Na koniec wrócę jeszcze do tytułu. Ta zbitka „20latRP.pl" dziwnie kojarzy mi się z PRL. Ale może tak już mam, urodzony za Gierka, że wszystko mi się z tym g... kojarzy.

komentarze (10) | dodaj komentarz

Pałkarze naszej partii kochanej

wtorek, 09 czerwca 2009 8:19
Bojówki partyjne w Polsce zajmowały się pałowaniem Żydów, potem pałowaniem "syjonistów", korowców, kpn-owców, solidarnościowców. Ostatnio zajmują się pałowaniem związkowców i aktorów występujących w spotach reklamowych opozycji.

Ja wiem, że pałowanie pałowaniu nierówne, bo tu w mundurze policyjnym, a tam w uniformie "nieznanego sprawcy". Ale metody i przede wszystkim efekty te same - zastraszenie inaczej myślących. Tuż po wyborach do europarlamentu znany z menelskiego języka Sławomir Nowak z PO powiedział: "Huebner złoiła skórę Kamińskiemu". To jest język ludzi, którzy pobili aktorkę, która "zdradziła PO", występując najpierw w jej spocie, a potem w spocie wrażego PiS.

Kilka lat temu, chyba tuż po przegranych przez Tuska wyborach prezydenckich zauważyłem w biurze jednego z bydgoskich posłów PO wiszący na ścianie wierszyk o "Kaczorach", których trzeba będzie "upiec". To jest ten sam język, którego "emanacją" są pięści, pałki, a może wkrótce broń palna.

Nawet jeśli "nieznani sprawcy" zostaną złapani (w co bardzo wątpię zważywszy, że rządząca partia rządzi też policją) i nawet jeśli powiedzą, że działali z polecenia Mosadu, KGB czy Kaczyńskich, to i tak będzie jasne, że działali dla partii naszej kochanej, wyborowej, 45-procentowej (przynajmniej dla tej ćwiartki Polaków, którym jeszcze chce się głosować). Bo nienawiść najpierw objawia się w języku, a potem szaleje już wszędzie.

komentarze (9) | dodaj komentarz

POzamiatane

poniedziałek, 08 czerwca 2009 11:35
Do Parlamentu Europejskiego wchodzą z Polski cztery ugrupowania: PO, PiS, SLD-UP i PSL. PO i PSL zasilą największą frakcję chadecką, SLD - drugą co do wielkości socjalistyczną. Do małej frakcji konserwatystów wejdzie PiS. Za mało znam realia PE, żeby to jakoś ocenić. Może lepsze dla Polski byłoby wejście PiS do chadeków? Ale wtedy byłby to dla wyborców sygnał: w Polsce się z PO kłócimy, ale tak naprawdę trzymamy z nimi sztamę. Prezydent Kaczyński wspomniał niedawno coś o "wielkiej koalicji", ale teraz to na pewno niewykonalne. Dla Tuska wynik tych wyborów jest świetnym początkiem kampanii prezydenckiej, która teraz na dobre się zacznie.

PiS utrzymał swój stan posiadania, a nawet nieco wzmocnił, w sumie więc doszło do utrwalenia się układu sił. Wyniki dwóch pozostałych partii trudno uznać za sukces. Wydaje się, że postkomuniści zarówno z SLD jak i PSL nie wskoczą już do wyższej ligi, choć mogą okupować górne miejsca drugiej ligi.

Dla małych ugrupowań z prawa i lewa, które nie przekroczyły progu wyborczego nadchodzi czas poważnej refleksji. Albo wejdą w sojusze z dużymi "braćmi", albo znikną na dobre. Taka jest logika obecnej ordynacji wyborczej. Żal mi Marka Jurka, który indywidualnie uzyskał niezły wynik, ale jego Prawica RP progu nie przeskoczyła. Może za to powalczyć na prawej stronie w wyborach prezydenckich.

komentarze (6) | dodaj komentarz

Cisza wyborcza to przeżytek

niedziela, 07 czerwca 2009 9:04
Tak zwana cisza wyborcza to jawne ograniczenie wolności poglądów i wolności słowa, a argumenty na rzecz jej utrzymania są zaskakująco słabe. Znawca prawa konstytucyjnego Piotr Winczorek w sobotniej "Rzeczpospolitej" podał właściwie tylko jeden: Polacy są już zmęczeni kampanią wyborczą i należą im się te dwie doby spokoju. Panie profesorze, Polacy nie są zmęczeni kampanią czy jej brakiem, ale ciągłym mówieniem co im wolno, a czego im nie wolno, co jest dla nich dobre, a co jest dla nich złe. Polacy sami najlepiej wiedzą co im wolno i co jest dla nich dobre. Cisza wyborcza nie jest im do niczego potrzebna. Ponad 200-letnia demokracja amerykańska (przyzna pan, że jednak w miarę sprawna) jakoś sobie bez ciszy radzi. Dlaczego demokracja polska miałaby sobie nie poradzić?

Właściwie każda kampania wyborcza (może z wyjątkiem tej pierwszej w 89 roku) traktowana jest u nas jak choroba zakaźna, której trzeba unikać. Najlepiej jeśli zostawi się ją samym politykom, a obywatele będą trzymani od niej z daleka. Broń Boże  jeśli ktoś ujawni się ze swoimi poglądami - od razu oskarżany jest o "stronniczość", tak jakby stronniczość była czymś nagannym. A przecież właściwie całe nasze życie jest stronnicze, bo ciągle musimy - czy tego chcemy, czy nie chcemy - opowiadać się po jakiejś stronie. Nie możemy udawać, że nas nie ma i że nie jesteśmy po żadnej ze stron. Tak łatwo to nie ma.

Pal licho, jeśli ujawnia się ktoś z tzw. słusznymi poglądami, czyli tymi popieranymi przez główny nurt opiniotwórczy (dzisiaj to nurt antylustracyjny i proliberalny). Temu jeszcze można to wybaczyć, a nawet pochwalić za "obywatelską postawę". Ale gdy poglądy ujawni ktoś spoza mainstreamu, to jazda z nim! Taki los spotkał Wojciecha Cejrowskiego, który miał czelność wystąpić w spocie wyborczym Prawicy Rzeczpospolitej. Z miejsca wyrzucono go z telewizji i z radia. Publicznych, przynajmniej z nazwy. Wychodzi więc na to, że osoby występujące w mediach publicznych nie mogą mieć poglądów, a w każdym razie nie mogą ich ujawniać. Społeczeństwo traktowane jest znowu jak stado baranów, które trzeba ustrzec przed szkodliwym oddziaływaniem polityki.

Idiotyzmem w tej sytuacji wydaje się to ciągłe nawoływanie do pójścia na wybory, "bo Europa się z nas będzie śmiała". A co to za argument? Nie obchodzi mnie Europa, obchodzi mnie Polska, tutaj żyję i tutaj nie życzę sobie, żeby mi dyktowano co robić, a czego nie. Chcecie, żeby ludzie poszli do wyborów? To dajcie im swobodę w decydowaniu o swoim losie, dajcie im możliwość dokonywania słusznych bądź niesłusznych wyborów, ale odpieprzcie się od ich sumień i ich umysłów.

PS Trochę wahałem się na kogo oddać głos - na Prawicę Rzeczpospolitej czy na PiS. Szanuję Marka Jurka za stałość poglądów i zupełny brak pragmatyzmu. Ale wiem, że nawet jeśli oddałbym na niego (jego partię) głos, to i tak nie będzie nas wystarczająco wielu, żeby PRP weszła do Europarlamentu. Dlatego postawię krzyżyk przy Ryszardzie Czarneckim, chyba najbardziej opluwanym i przy tym niedocenianym kandydacie PiS z kujawsko-pomorskiego.

komentarze (3) | dodaj komentarz

 12  »

sobota, 13 marca 2010

Licznik odwiedzin: 167160

Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Nie wierzę w polityczne cuda. Wierzę w politykę jako walkę o treść, nie o formę.

O mnie

Nazywam się Jarosław Jakubowski. Urodziłem się 6 marca 1974 roku w Bydgoszczy. Jestem absolwentem tamtejszego VI LO. Studiowałem budownictwo i politologię. Pracuję jako dziennikarz. Wydałem siedem książek z wierszami: "Wada wymowy", "Kamyki", "Marta", "Wyznania ulicznego sprzedawcy owoców", "Wszyscy obecni", "Pseudo", "Ojcostych". Za "Pseudo" dostałem Złotą Strzałę Łuczniczki - nagrodę za Bydgoską Książkę Roku 2007. Ostatnio opublikowałem pierwszą książkę prozatorską pt. "Slajdy". W 2007 roku Laboratorium Dramatu Tadeusza Słobodzianka zorganizowało czytanie mojej debiutanckiej sztuki pt. "Dom matki", w roku 2010 moja sztuka pt. "Życie" zdobyła I nagrodę w konkursie łódzkiego Teatru Powszechnego na polską komedię współczesną. Jestem współpracownikiem dwumiesięcznika literackiego "Topos". Należę do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Od stycznia 2009 kieruję bydgoskim oddziałem SPP. Mieszkam w Koronowie.

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 24.02.2010 10:08:33
  • autor: Jaro
  • treść: Michał nie chcę już ...

Konkursy i nagrody

Ostatnio przyznana nagroda:

  • data: 30.12.2009 13:54:02
  • autor: Jarosław
  • punkty: 100
  • treść: Dziękuję za wszystki...